Dział ten powstał dzięki rozmowie jaką z Robertem przeprowadził dziennikarz magazynu Tylko Rock. Przedstawiamy przedmioty znajdujące się w domu Roberta, mające dla niego oraz Moniki szczególne znaczenie. Oto one:
Szachy – moi synowie dzięki tym szachom dość szybko nauczyli się grać. Takie normalne, drewniane nie przypadły mi do gustu. Uznali, że te mają magiczną moc i przestawianie figur zmieniło się natychmiast w naukę arkanów gry. Zrobione są z onyksu, kamienia półszlachetnego. Kupiłem je podczas promo press-tour’u na Śląsku. Podpisywałem płyty w jakimś supermarkecie i przy okazji na nie trafiłem. Nie jestem wielkim szachistą, ale znam zasady i trochę gram. Jest to po prostu piękna gra… na długie zimowe miesiące…
Miecze – lubię miecze. Miecze to trochę moje hobby, a trochę taka zabawa. Jeden z nich nazywa się póltorak. jest to miecz, którym władało się oburącz. Ale bardziej mocarni mogli używać jednej ręki. Pozostałe – to krótkie miecze, właściwie dłuższe sztylety, dość rzadko spotykane…
Zmieniacz – zmieniacza dostałem od Moniczki. Kiedy mam kiepski dzień albo coś słabo mi idzie, albo coś się wali, to trzeba mu rzucić kawałek chlebka albo ziarnko ryżu i poprosić go, żeby sytuacja się zmieniła. I on zmienia. To jest mój główny patent na wszystkie sukcesy, jakie odniosłem w życiu…
Piękność Północy – rzeźba nazywa się Piękność Północy. Kupiłem ją… kiedy – delikatnie mówiąc – byłem w stanie nieważkości. Przechodziłem koło sklepu z towarami afrykańskimi i po prostu urzekła mnie swoją pięknością. Wprowadza dobrą energię. Czuję, że jest to moja druga żona (śmiech). Mam z nią dobry kontakt. Ona jest taką strażniczką. Nie byłem nigdy w Afryce, ale mam zamiar wkrótce to nadrobić…
Makieta – to jest ciąg dalszy RPGów i tych wszystkich historii. Tylko, że to się toczy w świecie bardziej realnym. Ale też w takim świecie specjalnym – fantasy. To są zabawy strategiczne. Ja zresztą lubię gry strategiczne. No i ta makieta to jest po prostu Warhammer. Rzuca się kośćmi, ciągnie się karty. To jest gra, w która bawi się wielu dorosłych. Armie i makietę sam malowałem…
Komputer – komputer to mój friend. Bardzo lubię gry RPG. Lubię podróżować jakimś zawodnikiem, którego się tworzy, który zyskuje umiejętności, a później zdobywa coraz lepsze pancerze, wspanialsze bronie. Lubię podróżować po światach fantasy. I po to mam komputer…
Kot Anubis – tę rzeźbę kupiliśmy w sklepiku, który jest nieopodal czakramu na Wawelu. To podobno jeden z potężniejszych czakramów na świecie. Czakram mądrości. No i to wszystko jakoś fajnie i mistycznie mi się złożyło. Taki kot – strażnik fajnej energii…
Źródełko – źródełko kupiła Monika, żeby pomnażały się nasze zyski. Według feng shui jest miejsce w domu, które jest przynależne zasobom finansowym. I dobrze, gdy w takim miejscu są ryby, czyli coś co się rusza… Żeby był ruch w finansach. Ponieważ bardzo mi się podobały takie źródełka japońskie, to Monika postanowiła kupić coś takiego. Bardzo się z tego cieszę, bo lubię szum wody…
Pignose – kupiłem ten wzmacniacz w Los Angeles po to, żeby sprawdzić swoją nową gitarę, którą też tam kupiłem. Po prostu nie mogłem się doczekać, żeby zagrać na Gretschu. No i został do tej pory. Lubię go bardzo. Uważam, że jest to przekomiczny przedmiot. Że też komuś się chciało włożyć tyle pracy w coś takiego – to naprawdę musiał być szalony gadżeciarz…
Kojoty – to mój ukochany obrazem. Namalowała go moja przyjaciółka, może lepiej powiedzieć – przyjaciółka domu – Karolina Markiewicz (słynna Karolina Z Hollywood). Niestety rzadko się widujemy, ponieważ mieszka w Los Angeles. Mam nadzieję, że do niej niebawem wpadniemy. W tym roku była w Polsce. Miała wystawę i podarowała nam dwa obrazy, w tym właśnie Kojoty. Prawdopodobnie będą one na okładce nowego singla Wilków…
Klepsydra, Gila-Gula – klepsydra została kupiona w L.A., za pośrednictwem Internetu. Wykorzystana była w teledysku do utworu ‘Mamy Tylko Chwile’. A Gila Gula (rodzaj klepsydry z żelem) została zakupiona rok wcześniej w Nowym Jorku. Jeśli dobrze pamiętam kupiliśmy ją na St. Mark’s Street. Taka punkowa ulica. Bardzo lubimy to miejsce i kiedy tylko jesteśmy w Nowym Jorku odwiedzamy je…
Fajki – od fajek się wszystko zaczęło i na fajkach się pewnie skończy. Te przemiłe, pachnące przedmioty zawsze prowokują mnie do ponownego palenia tytoniu. Kiedy już mi się zdaje, że wyleczyłem się z nałogu , wtedy sobie postanawiam zapalić fajeczkę, nabita jakimś dobrym tytoniem i – zawsze gdzieś tak po dwóch miesiącach palenia fajki – wracam do papierosów, które są ohydne i których nie chcę palić. Uwielbiam zapach dobrego tytoniu, dobrej mieszanki. Papierosy to są takie hamburgery. Natomiast fajka ma w sobie urok. To coś pięknego, ponadczasowego. Fajkę palili Hobbici u Tolkiena i czarodzieje. Fajka w ogóle jest pięknym przedmiotem. Można też palić w niej magiczne zioła, nie tylko tytoń. generalnie używam fajek zachodnich, ponieważ tam robią lepsze plastiki. Lubię fajki francuskie, angielskie…
Kaktus – kaktus to kaktus. Nie trzeba o niego specjalnie dbać, a cieszy oko.